Forum Oaza Paniówki Strona Główna
 
Rejestracja
 
Forum Oaza Paniówki Strona Główna FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj
 
Niekończąca się opowieść...
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Oaza Paniówki Strona Główna -> Rozrywka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Pią 14:54, 12 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. ..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 15:00, 12 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

... "

Jakoś skończył się ten dziki wątek... Wesoly Macie pomysł, co dalej ?? Jezyk


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Pią 21:30, 12 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. ..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Krysiaa
Animator grupy
Animator grupy



Dołączył: 17 Wrz 2007
Posty: 333
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 22:16, 12 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Sob 8:21, 13 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni lubnej, siedzącą na białym rumaku, który ..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 9:29, 13 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, ..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Sob 10:51, 13 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, poszła do łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Podziałało to jak zastrzyk logicznego myślenia. Bo co może oznaczać taki sen? Na pewno nic wielkiego. Umyła zęby, ..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 11:02, 13 Paź 2007    Temat postu:

W związku z tym, że złamałem zasady, postanowiłem sam siebie ukarać - usunąłem te ostatnie parę linijek, które stworzyłem. Wesoly

Twórzcie dalej... Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czika
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 13 Wrz 2007
Posty: 218
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Nie 22:47, 21 Paź 2007    Temat postu:

[quote="krejzolka815"]Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, poszła do łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Podziałało to jak zastrzyk logicznego myślenia. Bo co może oznaczać taki sen? Na pewno nic wielkiego. Umyła zęby i ... W tym oto właśnie momęcię się obudziła. Odkryła że to był tylko piekny sen. Usiadła na łóżku ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pon 18:45, 22 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, poszła do łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Podziałało to jak zastrzyk logicznego myślenia. Bo co może oznaczać taki sen? Na pewno nic wielkiego. Umyła zęby i ... w tym oto właśnie momencie się obudziła. Odkryła że to był tylko piękny sen. Usiadła na łóżku, przetarła oczy, spojrzała w lustro, uszczypnęła się, ze strachem, że po raz kolejny może śnić o tym, że się obudziła, lecz tym razem już naprawdę nie spała. Wstała, zerknęła na zegarek... "


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Krysiaa
Animator grupy
Animator grupy



Dołączył: 17 Wrz 2007
Posty: 333
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 22:10, 22 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, poszła do łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Podziałało to jak zastrzyk logicznego myślenia. Bo co może oznaczać taki sen? Na pewno nic wielkiego. Umyła zęby i ... w tym oto właśnie momencie się obudziła. Odkryła że to był tylko piękny sen. Usiadła na łóżku, przetarła oczy, spojrzała w lustro, uszczypnęła się, ze strachem, że po raz kolejny może śnić o tym, że się obudziła, lecz tym razem już naprawdę nie spała. Wstała, zerknęła na zegarek, który mówił, że jest piątek. "Co to ja dziś mam robić" - pomyślała i... "


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Wto 14:45, 23 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, poszła do łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Podziałało to jak zastrzyk logicznego myślenia. Bo co może oznaczać taki sen? Na pewno nic wielkiego. Umyła zęby i ... w tym oto właśnie momencie się obudziła. Odkryła że to był tylko piękny sen. Usiadła na łóżku, przetarła oczy, spojrzała w lustro, uszczypnęła się, ze strachem, że po raz kolejny może śnić o tym, że się obudziła, lecz tym razem już naprawdę nie spała. Wstała, zerknęła na zegarek, który mówił, że jest piątek. "Co to ja dziś mam robić" - pomyślała i postanowiła wprowadzić do pokoju nieco świeżego powietrza, otworzyła więc okno i ponownie usiadła na łóżku. Za oknem była piękna pogoda. Wiosna w pełni - żyć, nie umierać! Zwróciła teraz wzrok na tablicę korkową wiszącą nad biurkiem ...

Napisałem trochę więcej niż jedno zdanie, mam nadzieję, że mnie za to nie zbijecie ... Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Krysiaa
Animator grupy
Animator grupy



Dołączył: 17 Wrz 2007
Posty: 333
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 16:38, 25 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, poszła do łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Podziałało to jak zastrzyk logicznego myślenia. Bo co może oznaczać taki sen? Na pewno nic wielkiego. Umyła zęby i ... w tym oto właśnie momencie się obudziła. Odkryła że to był tylko piękny sen. Usiadła na łóżku, przetarła oczy, spojrzała w lustro, uszczypnęła się, ze strachem, że po raz kolejny może śnić o tym, że się obudziła, lecz tym razem już naprawdę nie spała. Wstała, zerknęła na zegarek, który mówił, że jest piątek. "Co to ja dziś mam robić" - pomyślała i postanowiła wprowadzić do pokoju nieco świeżego powietrza, otworzyła więc okno i ponownie usiadła na łóżku. Za oknem była piękna pogoda. Wiosna w pełni - żyć, nie umierać! Zwróciła teraz wzrok na tablicę korkową wiszącą nad biurkiem. Spojżała na małą, żólciutką karteczkę na której dużymi literami widniał napis: ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Czw 16:46, 25 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, poszła do łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Podziałało to jak zastrzyk logicznego myślenia. Bo co może oznaczać taki sen? Na pewno nic wielkiego. Umyła zęby i ... w tym oto właśnie momencie się obudziła. Odkryła że to był tylko piękny sen. Usiadła na łóżku, przetarła oczy, spojrzała w lustro, uszczypnęła się, ze strachem, że po raz kolejny może śnić o tym, że się obudziła, lecz tym razem już naprawdę nie spała. Wstała, zerknęła na zegarek, który mówił, że jest piątek. "Co to ja dziś mam robić" - pomyślała i postanowiła wprowadzić do pokoju nieco świeżego powietrza, otworzyła więc okno i ponownie usiadła na łóżku. Za oknem była piękna pogoda. Wiosna w pełni - żyć, nie umierać! Zwróciła teraz wzrok na tablicę korkową wiszącą nad biurkiem. Spojrzała na małą, żólciutką karteczkę na której dużymi literami widniał napis: "Śniadanie masz w kuchni na stole kochanie:)". "Kochana mama" pomyślała animatorka. Przebrała się, zeszła na dół do kuchni, po drodze planując co ma dziś zrobić. Będąc u dołu schodów wyjrzała przez okno, z którego widać było całą ulicę przy której mieszkała i ..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czika
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 13 Wrz 2007
Posty: 218
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Czw 23:01, 15 Lis 2007    Temat postu:

[quote="Spliner"]Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa i podeszła do niego. Widząc że człowiek ten jest słaby podniosła go, po chwili pomógł jej ksiądz i oboje zaprowadzili go w pełnym milczeniu na probostwo. Tam animatorka wiedziała już kogo prowadzi, chociaż nie miała okazji przyjrzeć się twarzy człowieka. To był on. Jej ukochany powrócił!

Rozdział IV

Animatorka widząc wycieńczenie swojego ukochanego usadziła go na krześle, natomiast ksiądz poprosił gospodynię o przygotowanie czegoś do jedzenia i kazał zostawić ich samych. Sam też wyszedł zostawiając animatorkę i Desperado w samotności. Animatorka niepewnym ruchem ręki ściągnęła kaptur z jego głowy. Przybysz nie buntował się. Usiadła naprzeciw niego i patrzyłą mu w oczy. Siedzieli przez pewien czas w milczeniu. W końcu nasza animatorka nie wytrzymała i zapytała: "Nie pamiętasz mnie?". W jej głosie dało się wyczuć nutkę załamania, ale to tylko chwilowe, bo Desperado powalająco uśmiechnął się do niej i powiedział: "Jak mógłbym cię zapomnieć?". Te słowa wywiały z serca naszej animatorki wszelkie wątpliwości. Rzuciła mu się na szyję i mocno uścisnęła. Po dłuższej chwili, która dla obojga wydawała się czasem niezwykłym, w którym odpłynęły od nich wszystkie troski, i której nic nie było w stanie im odebrać, nasza animatorka zdjęła ręce z szyi młodzieńca i spytała: "Gdzie się podziewałeś ?". Na te słowa Desperado odpowiedział: szukałem Ciebie, ale nawet nie wiem jak masz na imię?". Animatroka nieco się zmieszała. Wyciągnęła do niego rękę i przedstawiła się: Na imię mi Esmeralda. Desperado ucałował rękę dziewczyny. Teraz on się przedstawił: "Nazywam się Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche." Esmeralda nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem słysząc imię Desperada. Jose Manuel Antonio Fernando dela Ferrero Roche poczuł się troszeczkę urażony, lecz był raczej oswojony z myślą, że jego imię może wzbudzać czyiś śmiech. Esmeralda stwierdziła, że lepiej będzie mówić do niego po prostu Jose. Gdy tak coraz bardziej popadali w rozkosz tego cudownego spotkania, zapatrzeni w siebie, niczym artysta, który podziwia swoje nowo ukończone dzieło, do pomieszczenia wszedł ksiądz, a za nim gospodyni z posiłkiem, przerywając tę pełną emocji chwilę. Ksiądz wszedł, spojrzał na animatorkę, po czym patrząc na Jose'a rzekł:" Mój chłopcze, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?? Jose lekko się zmieszał, lecz po chwili powstał, ukłonił się mówiąc: "oczywiście, proszę księdza", po czym zwrócił się w stronę swojej uroczej towarzyszki, i powiedział: "Esmeraldo, mogła byś nas z księdzem zostawić na chwilę samych? Obiecuję że za chwilę wrócę...". "Dobrze", odpowiedziała animatorka wstając. Zanim jeszcze wyszła z pomieszczenia, odwróciła się do ukochanego, uśmiechnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Ksiądz usiadł obok Jose'a i zapytał prosto z mostu: "Dlaczego ją okłamujesz?". Jose widocznie zmieszany na te słowa odpowiedział: "O co ci chodzi ? Przeszkadza ci to, że czynię dobro ?" i natychmiast otrzymał odpowiedź: "Przecież jesteś księdzem! Nie widzisz, że się w tobie zakochała?!".Jose na słowo "zakochała" osłupiał i wyglądał, jakby nie miał już nic do powiedzenia. Nastała głęboka cisza. W głowie Jose'a brzmiały tylko słowa: "Przecież jesteś księdzem! Przecież jesteś księdzem...". Dopiero po chwili te słowa dotarły do niego na prawdę. Krzywdzi osobę, która pała do niego niekłamanym uczuciem, która zrobiłaby dla niego wszystko. Pozwolił sobie na niewybaczalną chwilę zapomnienia, za którą być może przyjdzie mu drogo zapłacić. Nie wolno mu jej dłużej okłamywać, musi coś z tym zrobić. Postanowił od razu powiedzieć jej o wszystkim. Zaprosił ją ponownie do pokoju. Kiedy weszła, jej rozpromieniona twarz znowu zastanowiła Jose'a. Nie może zasmucić w tej chwili tak szczęśliwej osoby! Tyle myśli naraz kłębiło się w głowie biednego brazylijsko-polskiego księdza, tyle różnych rozwiązań, a każde prowadziło do tego samego. Nie chciał jej sprawiać tak wielkiej przykrości, po tym co przez niego przeszła. Spojrzał na siedzącego obok księdza błagalnym wzrokiem, jakby szukając w jego twarzy podpowiedzi. Kapłan zauważył to spojrzenie i sam poczuł w tej chwili zakłopotanie. Kiedy Esmeralda usiadła obok nich, Jose zrozumiał, że musi teraz wyjawić całą prawdę. Wstał i powiedział: "Esmeraldo, mamy ci do powiedzenia coś, czego wolelibyśmy ci nie mówić. Ale jednak musimy... Esmeraldo, ja... jestem..." w jego głosie można było wyczuć coraz wyraźniej, że się denerwuje, słowa mu się urywały, słychać było drżenie, jednak ciągnął dalej, wymawiając jednym wydechem: "jestem księdzem...". Animatorka miała teraz wielkie oczy, otwarła szeroko usta, wydała krótki okrzyk, cała pobladła, po czym zemdlała, padając na podłogę, w wyniku czego oparta o ścianę gitara księdza proboszcza przewróciła się. Obaj kapłani jednocześnie zerwali się na pomoc biednej dziewczynie. Zanim jednak podnieśli ją, obaj podbiegli do gitary, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie porysowała. Kiedy obejrzeli ją już z każdej strony, przypomnieli sobie o Esmeraldzie. Ksiądz proboszcz pobiegł szybko po wodę, natomiast Jose zajął się naszą animatorką. Położył ją na plecach, złapał za nadgarstek by sprawdzić puls. Uniósł dłoń nad jej ustami by sprawdzić, czy oddycha po czym stwierdzając, że funkcje życiowe są zachowane otwarł szeroko okno, by wprowadzić do pomieszczenia trochę świeżego powietrza. W międzyczasie nadszedł ksiądz proboszcz z wodą i oboje położyli animatorkę na kanapie, kładąc nogi na poduszce. Jose spojrzał na wodę, i spytał się po co mu ona, ksiądz się zarumienił, zrozumiał bowiem, że woda jest tu kompletnie niepotrzebna, po czym zaczął podlewać kwiatki. Jose usiadł, wziął gitarę i zaczął po cichu przygrywać. Na dźwięki pięknej melodii którą grał, Esmeralda otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Po chwili przypomniała sobie o wszystkim co zaszło. Chciała coś powiedzieć, ale zaschło jej w gardle, i poprosiła o wodę. Jose powiedział do proboszcza: "No co się ksiądz tak patrzy, niech ksiądz lepiej po wodę pójdzie!". Zmieszany, już miał wychodzić, gdy do pokoju weszła gospodyni z tacą, na której znajdowały się trzy talerze z cudownie pachnącym posiłkiem i trzy kubki z przepysznym kompotem śliwkowym. Jose wziął więc jeden kubek z kompotem i podał Esmeraldzie. Kiedy już się napiła, usiadła na kanapie i powiedziała: "Więc mówisz, że ty wybrałeś drogę Pana Boga ? W takim razie powiedz mi jedno: dlaczego gdy spytałam dlaczego mnie pocałowałeś odpowiedziałeś że się we mnie zakochałeś ?", na co Desperado w sutannie odpowiedział dość zmieszany, lecz już spokojniejszy i pewniejszy siebie: "Tak... to był żart, na który sobie nie powinienem pozwolić, przepraszam, to było głupie... Jestem jeszcze młody i głupi...". Animatorce nie wydawało się to aż tak śmieszne, lecz wybaczyła mu jego wybryk. Wypiła kompot do końca, odstawiła szklankę, po czym stwierdziła, że powinna już pójść do domu. Jose spojrzał na zegarek, widząc, że jest dopiero ósma wieczorem, stwierdził, że zostanie jeszcze chwilę, by porozmawiać z księdzem. Animatorka pożegnała się z proboszczem, po czym słowami "Z Panem Bogiem, Jose" pożegnała swojego niedoszłego partnera. Kapłani dyskutowali jeszcze przez jakiś czas, a około godziny dziewiątej Jose wyszedł z probostwa i udał się w kierunku swojego domu.

Rozdział V

Po powrocie do domu Esmeralda uklęknęła przed krzyżem, i zaczęła płakać. Łzy płynęły jej po policzkach, i spadały na ziemię. Tak naprawdę nie mogła przeboleć, że Jose mógł zrobić jej coś takiego. Ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że przynajmniej nie będzie musiała rozstawać się ze swoim króliczkiem. "Szczęście w nieszczęściu"-pomyślała i udała się do łóżka. W nocy śniła o pięknej, zielonej polanie. Cisza i spokój, ład i harmonia świata. Po chwili ujrzała tam siebie w pięknej sukni ślubnej, siedzącą na białym rumaku, który galopując, rozbijał swymi kopytami kałuże. Z naprzeciwka na drugim rumaku galopował ku niej Jose, albo ktoś bardzo do niego podobny, bo wyglądał trochę inaczej, inne zachowanie. W momencie gdy się mijali animatorka się przebudziła i stwierdziła, że ten sen musiał coś oznaczać. Spojrzała na zegar, już siódma. Wstała, poszła do łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Podziałało to jak zastrzyk logicznego myślenia. Bo co może oznaczać taki sen? Na pewno nic wielkiego. Umyła zęby i ... w tym oto właśnie momencie się obudziła. Odkryła że to był tylko piękny sen. Usiadła na łóżku, przetarła oczy, spojrzała w lustro, uszczypnęła się, ze strachem, że po raz kolejny może śnić o tym, że się obudziła, lecz tym razem już naprawdę nie spała. Wstała, zerknęła na zegarek, który mówił, że jest piątek. "Co to ja dziś mam robić" - pomyślała i postanowiła wprowadzić do pokoju nieco świeżego powietrza, otworzyła więc okno i ponownie usiadła na łóżku. Za oknem była piękna pogoda. Wiosna w pełni - żyć, nie umierać! Zwróciła teraz wzrok na tablicę korkową wiszącą nad biurkiem. Spojrzała na małą, żólciutką karteczkę na której dużymi literami widniał napis: "Śniadanie masz w kuchni na stole kochanie:)". "Kochana mama" pomyślała animatorka. Przebrała się, zeszła na dół do kuchni, po drodze planując co ma dziś zrobić. Będąc u dołu schodów wyjrzała przez okno, z którego widać było całą ulicę przy której mieszkała i dostrzegła jaki piękny dzień dziś nastał.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Oaza Paniówki Strona Główna -> Rozrywka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 9 z 10

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
 
 
Regulamin