Forum Oaza Paniówki Strona Główna
 
Rejestracja
 
Forum Oaza Paniówki Strona Główna FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj
 
Niekończąca się opowieść...
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Oaza Paniówki Strona Główna -> Rozrywka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Pią 21:25, 05 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 9:58, 06 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jolcia
Moderator
Moderator



Dołączył: 10 Wrz 2007
Posty: 1613
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 13:55, 06 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 14:20, 06 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 15:31, 06 Paź 2007    Temat postu:

Aj, aj, Kasiu, niestety, ale coś pokręciłaś, bo już wcześniej przed tabernakulum klęczał ksiądz, więc twój post poleciał Wesoly Przykro mi Wesoly Ale zawsze możesz coś dopisać, pamiętaj, dopisuj do ostatniego posta w temacie Wesoly

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Sob 15:44, 06 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 20:03, 06 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Sob 20:32, 06 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: Księdzu, bo jest taka sprawa... "


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Nie 11:47, 07 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i... "


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Nie 17:59, 07 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lumpex
Animator modlitwy
Animator modlitwy



Dołączył: 22 Wrz 2007
Posty: 571
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 18:25, 07 Paź 2007    Temat postu: C.D.

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Nie 20:01, 07 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej ..."

Troszkę się rozpisałem, ale myślę że mi to wybaczycie Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Nie 20:26, 07 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. ..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomek
Admin
Animator muzyczny

<b>Admin<br>Animator muzyczny</b>



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 2067
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Nie 20:46, 07 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki:... "


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krejzolka815
Animator muzyczny
Animator muzyczny



Dołączył: 09 Wrz 2007
Posty: 1045
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paniówki

PostWysłany: Pon 15:06, 08 Paź 2007    Temat postu:

Rozdział I

Pewnego razu na nieoficjalnym spotkaniu oazy doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Nasza animatorka została oskarżona o jazdę autobusem po chodniku. Na dodatek jechała bez biletu! Przystojny kanar z wąsem przyłapał ją. Ale nasza sprytna animatorka tylko spojrzała na niego, obróciła się na pięcie i wyszła z autobusu. Okazało się, że kanar tak łatwo nie da za wygraną. Zaczął więc biec za naszą animatorką, która również zaczęła biec. Uciekała, aż wpadła w ramiona pewnemu mężczyźnie. Jednak to nie był książę z bajki, ale za to w kapeluszu, w jednej ręce trzymał gitarę, a drugą prowadził pięknego rumaka, białego niczym śnieg na polach w styczniowy poranek. Animatorka wskoczyła na białego rumaka puściła się pełnym galopem poprzez miasto. Nie wiedziała jednak że rumak nie wie, że trzeba się zatrzymać na czerwonym świetle, przez co złapała ogon w postaci dwóch niebieskich polonezów na sygnale. Rumak stanął dęba i zrzucił animatorkę z siodła. Jednak jak się okazało animatorka tak zawróciła w głowie przystojnemu kanarowi, że on cały czas gonił ją i mężczyznę na koniu. Animatorka spostrzegła, że przed wyjściem zapomniała się umalować, więc szybko wyciągnęła z torebki potrzebny osprzęt plus lusterko, i w biegu zaczęła się malować. To już dla kanara było za wiele! Zdziwiony zachowaniem naszej koleżanki, położył się na chodniku i dostał ataku śmiechu. Nasza animatorka z rozpędu połknęła szminkę, ale w torebce miała jeszcze 18 identycznych szminek. Przystojny kanar podniósł się w końcu z ziemi, lecz ledwo to zrobił, a desperado (przystojniak z białym koniem) powalił go z powrotem zręcznym zamachem gitary. Żal gitary, nie żal kanara. Teraz z kolei nasza animatorka tak się wystraszyła mężczyzny z gitarą, że ze strachu zemdlała. Desperado pierwszy podążył z pomocą (sztuczne oddychanie). Kiedy nasza animatorka się ocknęła, zauważyła nad sobą faceta, który był cały "uciaprany" jej szminką. Kiedy już wstała zobaczyła swego wybawce w kapeluszu, i powoli dochodząc do siebie po zajściu zaczęła mu dziękować, z płaczem w oczach mówiąc "Dobrze że jesteś, Bóg zapłać ci dobry człowieku, jak miło...", lecz ten zamiast dać jej skończyć pocałował ją, i poszedł dalej. Animatorka niezastanawiajac sie pobiegła do niego i zapytała sie: "dlaczego to zrobiłes?", a on odpowiedział: " bo zakochałem sie w tobie od pierwszego wejrzenia". Lecz pech chciał, że pytając go dlaczego to zrobił, stali na przejściu dla pieszych, i niestety rozpędzony rowerzysta wjechał prosto w nich. Para została silnie poturbowana, lecz szybko się pozbierali, a przystojniak z gitarą zaprosił naszą animatorkę na kawę. Poszli więc do "Wild Bean Cafe" na stację BP, oczywiście na koszt Desperado. Siedząc przy kawie lepiej się poznali i nasza animatorka odkryła, że to strasznie miły facet i postanowiła nie zrywać tej znajomości. Miała nadzieję, że polubi jej króliczka. Lecz okazało się, że nasz przystojniak ma alergię na króliczą sierść, lecz królik był dla niej o wiele ważniejszy niż Desperado. Tak więc najnormalniej w świecie dała mu kosza, twierdząc że w jej życiu nie ma miejsca na faceta z alergią na królika. Tak więc załamany wziął swego białego rumaka, i pogalopował na nim w siną dal.

Rozdział II

Animatorce nie dawał spokoju widok odjeżdżającego Desperado, w związku z czym postanowiła odwiedzić alergologa, by zgłębić wiedzę dotyczącą alergii na króliki. Będąc tam, w poczekalni zauważyła swojego wielbiciela - Desperado. Okazało się, że on również nie mógł pogodzić się z odrzuceniem z powodu alergii na królika. Jednak gdy Desperado zauważył naszą animatorkę, szybko skrył się za białym filarem, aby go nie zauważyła. Ale niestety, ona go już wcześniej zauważyła, więc jak się można domyślić nastąpił ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Po chwili doktor wyszedł z za drzwi by wywołać następnego pacjenta. Doktor nabrał w usta powietrza i jednym wydechem powiedział: "Przepraszam państwa, ale w tej chwili udaję się na kawę". Jak powiedział tak zrobił, a otępiała z natłoku wrażeń animatorka stała jak wryta, niezauważając nadchodzącego Desperado. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwiami poczekalni i tyle go widziała. Nie mogła za nim pobiec, bo była bardzo zmęczona poranną gimnastyką, ale postanowiła gdy tylko doktor zakończy swoją niezwykle oryginalną przerwę porozmawiać z nim o sposobach leczenia alergii na króliki, by wiedzieć jak zaradzić problemowi biednego młodzieńca, któremu z gitary i białego konia został już tylko kawałek struny i żal za wierzchowcem. Po chwili zastanowienia, nasza animatorka zauważywszy, że doktor właśnie powrócił ze swojej kawy (doktor pija Irish Coffee, co nasza animatorka natychmiast wyczuła swym nieomylnym nosem, i od razu pomyślała że skoro tak, to to musi być w porządku człowiek) i zaprosił ją do środka, nieśmiałym krokiem weszła do gabinetu, zajęła miejsce naprzeciw doktora i czekała na tradycyjne pytanie - "W czym problem ?", układając sobie w głowie odpowiedź na to trudne pytanie. Doktor jednak nie zadał tego pytania. Spytał wymijająco, dlaczego jest taka smutna, co bardzo skołowało naszą animatorkę, lecz nie zbiło jej z tropu. Postanowiła powiedziec prosto z mostu o co chodzi, bez zbędnych dialogów. Zapytała o alergen na króliczą sierść, co z kolei lekko wstrząsnęło, aczkolwiek nie zmieszało doktora, zadziwionego znajomością fachowych pojęć naszej animatorki. Niestety, po chwili zastanowienia doktor dostał nieoczekiwanego ataku padaczki, połączony z niekontrolowanym śmiechem, co zmusiło animatorkę do natychmiastowego udzielenia pierwszej pomocy. Po czynnościach ratujących zdrowie i życie doktora zmęczona i załamana animatorka wybiegła z przychodni we łzach. Nie ma ratunku dla Desperado! Co teraz począć ?

Rozdział III

Po tygodniu ciągłego zastanawiania się i rozpaczy, zobaczyła że jej smutek nic nie daje, postanowiła więc zrobić coś konstruktywnego i poszła do kościoła by w ciszy i spokoju powiedzieć Bogu o jej zmartwieniu. Wchodząc zobaczyła, że przy samym tabernakulum klęczy dobrze znany jej kapłan. Podeszła do niego i dopiero parę kroków przed stopniem komunijnym dopadła ją wątpliwość, czy powinna przerywać księdzu w tak podniosłym momencie. W tej samej chwili ksiądz nie spoglądając na animatorkę powiedział spokojnym głosem: "Co cię tak mocno dręczy, że aż tutaj z tym przychodzisz ?". Animatorkę po raz kolejny w ciągu ostatnich dni zamurowało. Jąkając się odpowiedziała: "Księdzu, bo jest taka sprawa, bo widzi ksiądz, ja ostatnio bez biletu w autobusie jechałam i mnie taki pan, znaczy sie kanar gonił, potem przed kanarem mnie taki przystojny pan z gitarą na koniu uratował, ale gitarę sobie połamał, i ten pan, to on, to on mi potem przed policją na koniu pomógł uciec, ale musiał sobie potem pojechać bo na mojego króliczka alergie on ma, ale on mi sie spodobał i nie wiem co mam zrobić i potem alergolog padaczkośmiechu na mój widok dostał i.. i... " w tym momencie przerwała, bo ksiądz pobladł, lekko się zachwiał i odchrząknął. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć na troche chaotyczne zdanie relacji z tych wydarzeń. Poprosił, aby jeszcze raz po woli i z większą dokładnością przedstawiła mu całe wydarzenie. Jednak wcześniej zapowiedział, aby zrobiła to za chwilę. Poprosił, aby udała się do zakrystii, gdzie ten zaraz zajrzy. Ksiądz jeszcze raz zaczął się modlić o cierpliwość i wyrozumienie dla animatorki, bo czuł, że będzie go to dużo kosztowało. Gdy po modlitwie zajrzał do zakrystii zobaczył animatorkę klęczącą ze wzrokiem skierowanym w stronę monstrancji. Ksiądz widząc, że animatorka wierzy już tylko w cud postanowił przeprowadzić z nią spokojną rozmowę na dość zawiły temat, z którego jak na razie rozumie tylko tyle, że animatorka jest rozdarta pomiędzy niezwykłego jeźdźca z gitarą, a swojego króliczka. Cichym, aczkolwiek stanowczym chrząknięciem przerwał zadumę animatorki i poprosił ją aby usiadła, po czym sam usiadł naprzeciw niej, i zasugerował jej jak ma brzmieć rozpoczęcie jej relacji. Powiedział: "A więc...?". Czekał z cierpliwością i dość niebywałym u niego spokojem, aż animatorka zacznie mówić. Wyglądało to jakby się mu spowiadała, tymczasem nie przyznawała się do swoich grzechów, a raczej żaliła się. Nie trwało długo zanim łzy jak grochy popłynęły jej po policzkach. Szybko podał jej chusteczkę, a gdy po piętnastu minutach, które dla animatorki wydawały się wiecznością, a dla księdza momentem ksiądz postanowił pierwszy zabrać głos, słowami w których wyraźnie można było wyczuć współczucie dla biednego serca animatorki: Bo widzisz... w życiu często bywa tak, że... - w tym momencie nasza animatorka osłupiała, patrząc przez uchylone drzwi zakrystii w stronę ołtarza. Nie wierzyła własnym oczom! Na schodkach komunijnych klęczał człowiek. Był ubrany na ciemno, z kilkudniowym zarostem. Wyglądał na załamanego. Animatorka wstała bez słowa, i..."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Oaza Paniówki Strona Główna -> Rozrywka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 6 z 10

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
 
 
Regulamin